W ubiegłym miesiącu pokochałam orzechy piorące

piorace orzechy

O orzechach piorących słyszałam sporo. Pomimo że z ekologicznego punktu widzenia są one świetną alternatywą do tradycyjnych środków piorących (nie wytwarzają żadnych szkodliwych substancji dla środowiska) nigdy nie zdecydowałam się na ich zakup. Dlaczego ? Zasugerowałam się sporą ilością negatywnych opinii na ich temat w Internecie, przede wszystkim tym, że nie usuwają plam. Kiedy więc tego lata otrzymałam orzechy piorące w prezencie to stwierdziłam, że to doskonała okazja, by je przetestować i wyrobić sobie własne zdanie.

Orzechy piorące rosną na drzewach o nazwie sapindus mukorossi, występujących w Indiach i Nepalu. Mieszkańcy tych regionów używają ich nie tylko do odświeżania ubrań, ale także do mycia włosów. Piorąca moc orzechów bierze się z wysokiej zawartości saponiny, która ukryta jest w ich skorupkach. Nie potrzebują one zatem żadnej obróbki, by móc je używać do prania.

Jak można wywnioskować z tytułu tego wpisu, mój eksperyment się powiódł. Bezsprzecznie orzechy piorące zdały egzamin, ale tutaj muszę dorzucić parę precyzji. Wiedziałam już wcześniej, że nie nadają się one do usuwania plam. Używam ich więc tylko do tradycyjnego prania polegającego na odświeżeniu ubrań typu bielizna, ciemne T-shirty, spodnie itp. Nie piorę w nich jasnych ciuchów, gdyż orzechy te mają tendencję do zabarwiania ich na szaro.
Test wypadł też pozytywnie w kwestii zapachu, ponieważ nie wydzielają one żadnego. Jeśli mam ochotę pozostawiać za sobą woń świeżości to zdecydowanie sięgam wtedy po perfumy, a nie proszek do prania.

A teraz Was zaskoczę! Pomimo że orzechy piorące mnie do siebie przekonały i pomimo iż są one idealną opcją dla Planety to zapewne nie będę kupować ich regularnie. Przede wszystkim pochodzą one z daleka, to nie jest produkt europejski. Za nim te orzechy trafią w moje ręce, muszą przejechać pół globu. Mamy też bardzo nikłe albo praktycznie żadne, informacje na temat warunków pracy (najczęściej kobiet i dzieci) dotyczące eksploatacji tego produktu. Należałoby również zadać sobie pytanie: jeśli zainteresowanie orzechami piorącymi wzrośnie to, jak bardzo wpłynie to na lokalną populację ?

Jakiego środka piorącego zatem używać, aby mieć nie tylko czyste ubrania, ale też i czyste sumienie ? Opcje są aż dwie. Albo mobilizujemy się do robienia własnego detergentu (polecamy warsztaty w Le Bocal), albo korzystamy z gotowego środka, jakim jest savon de Marseille, który czeka na mój kolejny test. 

orzechy piorace

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *