Testujemy surowe jedzenie w “42 degrés” w Paryżu

Dzięki współpracy z marką Gaia Bio, dowiedziałyśmy się więcej o Raw Food. Zgłebiłyśmy wiedzę nie tylko o przygotowywaniu posiłków z wykorzystaniem minimalnej obróbki termicznej, a wręcz bezpośredniego przyrządzania dań z produktów surowych, tak aby zachować wszystkie wartości odżywcze.
Produkty surowe, to oczywiście te nieprzetworzone. Należą do nich głównie owoce, warzywa, orzechy, zioła, przyprawy, kiełki czy grzyby. Nad przejsciem na witarianizm nie myślimy, ale jej idea przypadła nam do gustu na tyle, by odwiedzić paryską restaurację, która serwuje wyłącznie dania Raw. Przede wszystkim jednak byłyśmy ciekawe, co pysznego można wyczarować z surowych składników.

Pod lupę wzięłyśmy (chyba) pierwszą tego typu restaurację w Paryżu, czyli *42 degrés. Z zewnątrz czarna fasada, w środku do połowy surowe ściany, a na jednej z nich wisi przytulne, zielone logo restauracji.

raw food

Nasze menu :

Papaye / Radis Violet / Coriandre / Citron vert éclats de Noix Cajou 9€

Raw-Billaud au Tournesol / Mousseline de Brocolis 18€

Burger de Champignon Portobello / sauce Ketchup maison / chips de Kale 18€

Minestrone / Essence Bergamote / tuile Sésame 9€

Butelka soku pomidorowego

Mała butelka cydru

Rachunek:64€

Do restauracji wybrałyśmy się w porze obiadowej, uprzednio rezerwujac stolik. Na przystawkę, na spółkę (nie z oszczędności portfela, a ze skromności naszych żołądków), upatrzyłyśmy sobie mieszankę papai z fioletową rzodkiewką, wszystko doprawioną kolendrą oraz zieloną cytryną z orzechami nerkowca. Połączenie słodko kwaśnych smaków doskonale wpasowało się w moje kubki smakowe. Alicji spodobało się już trochę mniej. Jak stwierdziła, taki miszmasz to dobry akompaniament do śledzi.

42 degrés

Główne danie Alicji to: Raw-Billaud czyli wegańska imitacja dorsza w oleju słonecznikowym w towarzystwie kremu z brokułow. Potrawa przypominała szarą,  galaretowatą substancje przywdzianą w sałatę i niestety ubogą w jakikolwiek smak. Pyszny natomiast okazał się zielony krem o cytrynowym posmaku, szkoda tylko, że nie podano do niego pieczywa.

42 degrés

Ja natomiast skusiłam się na burgera z grzybami Portobello z ketchupem domowej roboty i chipsami z jarmużu. Spodziewałam się tradycyjnego burgera z bułką, a tu niespodzianka! Zamiast pieczywa, były grzyby. W środku natomiast znalazłam kotleta roślinnego. Ketchupu nie porównałabym tutaj do tego tradycyjnego, gdyż smakował iście buraczano. Przyznam jednak, że był wyśmienity, podobnie z reszta jak chipsy.

surowe jedzenie

Na koniec, praktycznie już najedzone, z ciekawością wyczekiwałyśmy deseru, który również postanowiłyśmy podzielić na pół. Wybór padł na: Minestrone z wyciągiem z bergamotki i z sezamowym waflem. Minestrone to, tłumacząc na język polski, zupa jarzynowa i zapewne jest to nawiązanie do mieszkanki owoców, jaka zagościła na naszym talerzu. Właściwie ten deser można spokojnie przyrównać do sałatki owocowej, drobno posiekanej. Byłaby ona idealnym, bo lekkim zwieńczeniem obiadu, gdyby nie fakt, że zapach bergamotki był zdecydowanie za mocny i przyćmił cały smak owoców. Alicja podsumowała to zdaniem: «Czuje się jakbym jadła perfumy Chanel».

42 stopnie

Jak same widzicie, nie wszystkie dania przypadły nam do gustu, mimo że byłyśmy przekonane, iż Raw Food to coś w 100% dla nas. Nie pytajcie dlaczego ( w końcu wiedziałyśmy gdzie idziemy) spodziewałyśmy się ciepłego dania. A tu wszystko zimne. Na szczęście dzień był upalny. Ja uważam eksperyment z surowym jedzeniem, mimo wszystko, za udany, Alicja już zdecydowanie mniej. Wyczytałyśmy też, że lokal został stworzony w duchu ekologii, z wykorzystaniem ekologicznej farby, część wyposażenia pochodzi z recyklingu, sporo zostało stworzonych własnymi rękami. Szkoda zatem, że w toalecie, aby wytrzeć ręce, trzeba skorzystać z papierowych ręczników.

*Adres:

109, rue du Faubourg-Poissonnière

75009 Paryż

Która z Was miała już okazje próbować menu Raw? Jakie wrażenia?

 

10 thoughts on “Testujemy surowe jedzenie w “42 degrés” w Paryżu

  1. Nigdy nie byłam w restauracji, w której serwuje się wyłącznie raw food. Może dlatego, że zimne, zdrowe posiłki jestem w stanie przygotować dość szybko w domu? 🙂 Jednak idąc do restauracji spodziewam się dostać coś na ciepło. Wspomniałyście w poście o wegańskiej imitacji dorsza – Raw-Billaud – z czego dokładnie przyrządzone zostało to danie?

  2. Obawiam się, że nie najadłabym się w takiej restauracji 😀 Lubię posiłki z białkiem, jeśli nie zwierzęcym, to roślinnym, np. strączki. A te nie bardzo nadają się do bycia raw…

  3. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że po prostu te dania były mocno niedopracowane (jak deser) albo za bardzo przekombinowane (jak ta szara maź), a można zrobić to fajniej i prościej, czego przykładem jest burger.

  4. Nie wiem czemu, ale jakoś nie przemawiają do mnie te dania 🙂 Choć francuskiego winka napiłabym się… oj napiła 😉

  5. Wow!! To prawdziwa uczta i jakże urozmaicona. Z przyjemnością odwiedziłabym to miejsce i skosztowała różnych smakołyków. 🙂

  6. Sam fakt próbowania francuskiego jedzenia jest wspaniały. Nie każda potrawa może nam smakować ale każdą powinniśmy chociaż spróbnować.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *